Wywiozłam futra na prawie miesiąc do rodziców. Pierwszy tydzień spędziłam z nimi na Mazurach. Drugi i trzeci spędzam na wędrówkach po Polsce i na czwarty wracam w końcu do koteczków. Podczas mojej nieobecności w domu rodzinnym dostaje co jakiś czas raporty o przebiegu kolonii. Kiedy pytam rodziców jak się mają koty, odpowiadają prawie zawsze tak samo:
-"Dobrze. Antek śpi na stole...
(doszło już do tego, że na stole zamiast obrusu leży kocyk, żeby Antkowi było wygodnie)
Ciekawe czy w przyszłym roku rodzice zgodzą się na takie kolonie:)
To zależy czym rekompensują im Koty leżenie i psocenie ;)
OdpowiedzUsuńObawiam się, że tylko tonami kłaków, żwirku i śladami pazurków:)
UsuńNa pewno się zgodzą - Takie milusie koteczki - tylko kochać :)
OdpowiedzUsuńna pewno są zachwyceni:)
OdpowiedzUsuńMyślę, że skoro na stole zamiast obrusu leży kocyk dla kota to na pewno się zgodzą ;))
OdpowiedzUsuńTo już nie jest takie pewne. Dziś dzwoniła tata i skarżył się, że kotki urządziły sobie zapasy na nowym drewnianym stole:/ Rodzice chyba nie radzą sobie z ładunkiem energii jakim jest Arnold, ale na szczęście w niedzielę jadę z odsieczą:)
Usuń"Rudy czort" brzmi świetnie :-)))
OdpowiedzUsuńDo naszych kotków właśnie za parę dni przyjeżdża "dziadek", żeby z nimi pobyć 3 dni pod nasza nieobecność. Ponieważ będzie to pierwszy raz, gdy zostawimy koty na tak długo i pierwszy raz z dziadkiem, to mam trochę cykora ;-)
Jak to jest, że te małe mruczące czorty potrafią tak rozkochać w sobie naszych rodziców?
A jak tam uszka Arnolda?
Na szczęście bardzo dobrze. Zmieniliśmy karmę i jak na razie nie widać żadnej wydzieliny :D
UsuńTo wspaniała wiadomość :-))))
Usuń