poniedziałek, 12 grudnia 2011

Rudomruk

Są takie dni, kiedy R. przychodzi z pracy bardzo zmęczony. Zjada kolacje i rzuca się na łóżko (niby na 5 minut). W takie dni, za nic w świecie nie mogę go dobudzić, żeby chociaż poszedł się wykąpać i normalnie położył się spać. Po godzinie słownych, bezskutecznych ponagleń postanowiłam przejść do rękoczynów lub raczej do kotoczynów. Do tego trudnego zadania wybrałam Arnolda, mruczy tak głośno, że słychać go na drugim końcu pokoju. Wzięłam takiego rozmruczonego rudzielca na ręce i zaniosłam do łóżka. Przyłożyłam go R. do ucha, licząc na to, że burczenie kota skutecznie obudzi mojego śpiocha. R. na chwilę odzyskał świadomość, posądził mnie o znęcanie się nad nim i wydawało się, że zaraz w stanie. Zostawiłam więc panów na chwilę samych, ciesząc się, że wynalazłam nowy budzik. Już w myślach wybierałam dla niego nazwę: burczykot, rudomruk...Po chwili jednak zorientowałam się, że R. nie wstał. Mało tego, smacznie spał z kotem przy uchu. Ruda sierść mruczała tak bardzo, że uśpiła i siebie i jego.Teraz nie mogę dobudzić żadnego. R. żeby chociaż umył zęby, a Arnolda żeby się trochę pobawił z Antkiem, bo inaczej oboje nie dadzą mi spać w nocy.

I znowu mój chytry plan się nie udał.

3 komentarze:

  1. No jakbym o swoim mężu czytała - potrafi uśpić każdego kota :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo koty maja własny plan ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas jak kładzie się Luby w ciągu dnia, Rudi z nim :). Mam całą serię zdjęć w tym temacie :))).
    A swoją drogą dla mnie mruczenie kota to najlepszy środek nasenny :)

    OdpowiedzUsuń