No i stało się, znowu mam w domy dwa koty, które jeżdżą koleją :D Arni odbył dziś swoją pierwszą podróż. Był bardzo dzielny, nie odezwał się ani słowem. Po przyjeździe na miejsce był na początku trochę nieśmiały, ale na szczęście szybko oswoił się z nowym otoczeniem i zaczął nawiązywać nowe znajomości z moją uszata poduszką, często w ciemności posądzaną o bycie kotem :D
To masz odważnego kota :-) Moje to dzikusy.
OdpowiedzUsuńNie wiem czy to kwestia jego odwagi, czy sporej dawki melisy, ale cieszę się, że obyło się bez problemów. Z Tośką tak różowo nie było, musiałam ją cały czas zabawiać, albo chodzić po pociągu :) Tym razem mogłam przynajmniej poczytać.
OdpowiedzUsuńWilddzik, twoje koty z tego co pamiętam jeżdżą samochodem, prawda? Ja też raz próbowałam tej sztuczki, ale Antka strasznie denerwowały migające obrazy za oknem. Bał się tego (dziwne to trochę, bo w pociągu nie ma z tym problemów). Może spróbuj im jakoś zasłonić widok za oknem. Może to pomoże.
Ja się też zastanawiam, jak nauczyć jeździć... Mały płacze całą drogę (samochodem), nawet gdy to jest 5 minut. A jemu by się podróże podobały, bo lubi nowe miejsca. Za to Urwis jeździ spokojnie, ale w nowym chowa się w kąt i nie wychodzi...
OdpowiedzUsuńZazdroszczę i podziwiam. Chrzest bojowy macie za sobą :D.
Faktycznie koty różnie przezywają podróże :-)
OdpowiedzUsuńTak, jeżdżą samochodem, ale tak dra japę całą drogę, że mam nerwy w strzępach. Kocia zwłaszcza - ostatnio wracaliśmy od rodziców - godzinna jazda upłynęła pod znakiem przeraźliwego darcia się Koci, jak by ją kto ze skóry obdzierał. Nie na moje nerwy takie atrakcje ;-))) I nie za bardzo chodzi tu o widoki - koty jadą w transporterze (ze względu na bezpieczeństwo) i raczej widzą nas, a nie to co za szybą. Od małego tak mają skubańce. Nasz pierwsza Kocia bardzo grzecznie jeździła autem. Co kot, to obyczaj ;-))) Pozdrawiam świątecznie
OdpowiedzUsuńJa swoim podaję takie tabletki: http://www.zoo-sklep.pl/index.php?p13128,beaphar-zenuwtabletten-melisa-20tabl
OdpowiedzUsuńSą po tym trochę senne, ale nie ogłuszone. Można je kupować na sztuki. Jak gdzieś zobaczysz, to spróbuj, może pomogą na marudzenie. Tylko trzeba dać 1 tabletkę na kota(nie 1/2 jak zaleca producent). Albo możesz też spróbować Relamag B6 (dla ludzi).
Nie wiem na ile to marudzenie kotów wynika z ich charakteru, a na ile ze strachu. Arni jak jechał do nas z nad morza (bez tabletki), to podobno też był bardzo grzeczny. Przypomniało mi się też, że Antek bardzo nie lubi jak jest mu za ciepło. Zimą bardzo często musiałam jechać z nim na korytarzu, bo w przedziałach było gorąco i zaczynał marudzić.
Dzięki za rady, przed następną dłuższą jazdą chyba się zaopatrzę w te tabletki, albo odpuścimy jeżdżenie na dłuższe trasy (już to właściwie zrobiliśmy).
OdpowiedzUsuń