czwartek, 28 czerwca 2012

Love sweet love...

Arnold się zakochał. Zmienił się nie do poznania. Jest teraz skory do poświęceń, na swoją miłość patrzy wielkimi, słodkimi oczami. Pójdzie za nią wszędzie, cały czas strzela jej baranki. Wącha, przytula się, mruczy, całuje i nic nie robi sobie z protestów wybranki. Dobiera się do niej na wszystkie sposoby. Mógłby trwać przy niej dzień i noc. Gdy jego miłość pojawia się na horyzoncie, nie liczą się myszki, piłeczki, wędki i piórka. Jest tylko ona. Pacha. Nie moja na szczęście, ale R. I gdy niemąż tarza się na kanapie ze śmiechu, Arnold niewzruszony oddaje się codziennemu rytuałowi.

Niby o gustach się nie dyskutuje, ale nie jestem przekonana, czy męska pacha jest dla niego odpowiednią wybranką. Chyba nie będę dobrą teściową. Jestem zazdrosna o mojego koteczka :D

4 komentarze:

  1. Koty to fetyszyści jednak są ;-) niedawno Ewung pokazywała zdjęcia Bazyla z adidasami, a u Was jeszcze coś innego :-) Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha ha :)... Ciekawe co mu się tak podoba :D. Może dietę odpowiednią ma obiekt?...

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo miłość jest ślepa :))

    OdpowiedzUsuń