czwartek, 21 czerwca 2012

Słów brak...

Koleżanka mi dzisiaj powiedziała, że potrąciła kota. Znowu. To już drugi raz w ciągu kilku miesięcy. I znowu w tym samym miejscu. Na bardzo ruchliwej drodze bez pobocza. W pobliżu nie ma nawet zbyt wiele domów tylko firmy. Pewnie tam podkarmiają dzikie koty. Powiedziała, że wyskoczył jej pod koła, próbowała odbić, ale to i tak nie wiele dało. Zarzuciło ją na bok, dobrze, że nie zginęła. Powiedziała, że w lusterku widziała jak zatacza się na jezdni. Nie zatrzymała się. Nie pomogła mu, nie chciała ratować, a nie ulżyć w cierpieniu. Nie wiedziałam co jej powiedzieć. Wolałam milczeć niż wyrzucić z siebie kilka niepotrzebnych słów. A może i potrzebnych. Może trzeba było przemówić jej do rozumu...Nawet nie wiem dokładnie gdzie to się stało, gdzieś na drodze dojazdowej do miasta. Nie mam samochodu, nie wiem jak się tam dostać. Potrąciła go wczoraj, więc nawet nie wiem czy jest po co jechać. Jest mi smutno i źle, bo nic nie mogę zrobić. Mózgu jej nie wymienię, a kota już pewnie nie znajdę... 

7 komentarzy:

  1. Szkoda, że nie wygarnęłaś koleżance. Współczuję jej świadomości skrzywdzenia zwierzęcia, ale potępiam bezmyślne ujechanie dalej. Sama jeżdżę od wielu lat, mam bezustannie taki strach gdzieś w środku,żeby nie zaliczyć paradoksu - za tę całą zwierzynę dałabym się pokroić i zamarynować w occie, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że i mnie samej może kiedyś wybiec pod koła jakiś nieborak. Wiem jednak jedno - nie odjechałabym zostawiając biedaka na drodze. To nieludzkie :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym wygarnęła - zero reakcji to tak jak by dostała przyzwolenie żeby drugim razem też się nie zatrzymać a tak może by się jakaś klapka w mózgu otworzyła

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym pojechała po kota. I wygarnęła też bym!... Współczuję Ci :(...

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście macie rację. Powinnam była jakoś zdecydowanie zareagować. Ale ta sytuacja zaskoczyła mnie, dopiero po jakimś czasie zaczęłam racjonalnie myśleć. Mam jednak plan, żeby dowiedzieć się gdzie to się dokładnie stało, skontaktować się z lokalną fundacją i spróbować sprawdzić ile kotów jeszcze kręci się po okolicy i czy da się coś dla nich zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Smutne to i zarazem prawdziwe. Koleżankę jednak trzeba delikatnie uświadomić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasem nasi znajomi, nawet bliscy zachowują się nieodpowiedzialnie i nie dziwię Ci się, że trudno było Ci powiedzieć jej, co tak naprawdę myślisz. Ostatnio mój przyjaciel z powodu alergii jego mamy zdecydował się oddać swojego kota. Zadzwonił do mnie z pytaniem, czy bym go nie wzięła. Nie mogłam go wziąć, ale generalnie cała sytuacja wytrąciła mnie z równowagi. Na początku przemilczałam to i szukałam jakichś rozwiązań. Ale kiedy to przemyślałam, powiedziałam mu, co myślę o oddawaniu przyjaciół... Nie martw się, nie mamy czasem wpływu na takie sprawy. :(

    OdpowiedzUsuń