Wakacje już za kilka dni, zbliża się długo wyczekiwany sezon urlopowy. Niestety zbliża się też czas, kiedy bezmyślni i okrutni ludzie porzucają swoje zwierzaki przy drogach lub w schroniskach.Według statystyk rocznie porzuca się ponad 100 tyś. psów. A do tego jeszcze trzeba dodać koty. Przerażające. Zupełnie nie rozumiem dlaczego ludzie nie chcą jechać na wakacje całą rodziną (czyli ze zwierzakiem również) lub nie poświęcą chwili czasu, żeby znaleźć opiekę dla pupila. Jest tyle instytucji, które to umożliwiają. Hotele i pensjonaty coraz częściej zgadzają się na przyjazd z psem lub kotem. Powstają hotele dla zwierząt, gdzie bezpiecznie mogą poczekać na swojego człowieka. Jak zapewniają autorzy bloga Rudy na wakacjach, pies może także podróżować rowerem (a właściwie w przyczepce rowerowej)!
Nic więcej o podróżach z psem nie mogę napisać, ponieważ nigdy nie miała przyjemność zajmować się żadnym psiakiem. Mogę natomiast napisać sporo o podróżach z kotem, a nawet z dwoma kotami. Coraz częściej ludzie zaczepiają mnie w pociągu i pytają o podróże z kotem, dlatego postanowiła napisać krótki poradnik:)
Po pierwsze: dlaczego w ogóle zabieram kota w podróż? Nie lubię zostawiać swoich zwierząt. Jedyną w miarę komfortową dla mnie sytuacją jest ta, kiedy ja wyjeżdżam sama, a R. zostaje z kotami. Jeżeli wyjeżdżamy razem to w pierwszej kolejności sprawdzam, czy koty mogą jechać z nami, a jeśli nie, zaczynam szukać niani:) Dlaczego nie lubię ich zostawiać? Kiedy Antek był jedynakiem polecieliśmy na tydzień do Madrytu. Kot został pod opieką naszych współlokatorów. Zostawiliśmy zapas jedzenia, udzieliliśmy szczegółowych instrukcji. Mimo to po naszym powrocie zastaliśmy pokój w stanie totalnej demolki, z półek wszystko zrzucone, łóżko zasikane. Kot przez cały tydzień miauczał i płakał, kazał się ciągle przytulać. Tęsknił po prostu i się nudził. To była dla mnie nauczka, nie zostawiać kota-jedynaka samego na tydzień. Drugi istotny powód dla którego niechętnie zostawiam swoje koty jest taki, że praktycznie od roku któryś z moich kotów (najpierw Tosia, potem Arnold i w międzyczasie Antek) wymaga podawania leków, zakraplania uszu, smarowania skóry, zakraplania nosa lub specjalnego karmienia. Trudno jest zostawić chorego kota osobie, która nie ma doświadczenia, a ja niestety w swoim bliskim otoczeniu wprawionych kociarzy nie posiadam.
Po drugie: jeśli zabieram kota na wakacje, staram się zapewnić mu podczas podróży jak największy komfort. 2 godziny przed wyjazdem aplikuje futrom ziołową tabletkę uspokajającą, która działa bardzo skutecznie, a jednocześnie nie otumania i nie szkodzi. Koty po takiej tabletce wytrzymują 5 h podróży bez picia, jedzenia i sikania. Futra przewożę w transporterach z tkaniny, które mogą delikatnie zmieniać kształt w zależności od ułożenia kota. W przypadku Antka plastikowy kontener nie sprawdził się, nie mógł się w nim ułożyć w żaden sposób. Na początku do transporterów wkładałam jeszcze higieniczne podkłady tak na wszelki wypadek, ale szybko okazało się to niepotrzebne.
Kiedy jadę z kotami pociągiem, transportery ustawiam tak daleko od grzejnika, jak to tylko możliwe. Antek często marudzi, jeśli w pociągu jest za gorąco. Kiedy w przedziale nie można skręcić ogrzewania, wystawiam kota na korytarz. Zawsze mam też pod ręką szelki i smycz. Jeśli nie ma tłoków, a kot robi się marudny, urządzamy sobie krótki spacer.
Kiedy podróżuję z kotami samochodem, staram się ustawić transportery tak, żeby zwierzaki nie widziały szybko zmieniających się obrazów za oknami, to często je denerwuje i stresuje. Staram się też nie otwierać kontenerów i nie wypuszczać zwierzaków, żeby nie przeszkadzały kierowcy.
Ile kot może wytrzymać w podróży? Najdłuższy przejazd jaki zaliczył Antek trwał ponad 12h, jechał z nami pociągiem z Mazur w góry i za tydzień z powrotem. W podróż spakowałam dla Antka małą kuwetę i żwirek, miski na wodę i jedzenie oraz obowiązkowo szelki i smycz. Całe 12 h spędził poza transporterem. W jedną stronę nic nie jadł, nie pił. Po kilku godzinach spędzonych w trasie nagle zrobił się bardzo marudny, szukał wyjścia z przedziału. Wstawiałam go kilka razy do kuwety, ale nie chciał się załatwić. Ubrałam więc buty i wyszłam z nim na korytarz. Antek kręcił się chwilę wyraźnie czegoś szukając, kiedy znalazł na podłodze kawałek dywanika (przy WC) zrobił siku i wrócił do przedziału spać:) W drodze powrotnej sytuacja z marudzeniem się powtórzyła. Wyszliśmy na korytarz, ale okazał się, że kot był po prostu głodny (miska była wtedy schowana). Podczas całej podróży nie zauważyłam u niego żadnych objawów stresu, a w nowym miejscy zaaklimatyzował się bardzo szybko. W wynajętym mieszkaniu, w którym spędziliśmy cały tydzień, kuwetę zrobiłam z miski, którą znalazłam w łazience. Górski klimat wyjątkowo służył Antkowi, był bardzo żywiołowy i chętny do zabaw.
Kiedy jadę z kotami do rodziców, już nie mam się o co martwić. Koty po wyjściu z transporterów doskonale wiedzą gdzie są, potrafią odnaleźć kuwetę, miski, nie boją się domowników. Kiedy jedziemy w nowe miejsce, zawsze staram się zabrać ze sobą ulubiony kocyk lub zabawkę futrzaków, żeby mogły poczuć znajomy zapach. W zasadzie wszędzie, gdzie nie pojechały szybko się odnajdują. Po wyjściu z transporterów urządzają rundę po mieszkaniu/ pokoju, obwąchują wszystko, następnie piją, jedzą i idą spać do łóżka właścicieli lub do najpilniej strzeżonej szafy :)
Jeżeli jednak nie mogę zabrać kotów ze sobą, szukam dla nich odpowiedniej niani. Wiozę je do mojej mamy, lub zostawiam w mieszkaniu z koleżanką (najlepiej, żeby została na noc lub spędziła z kotami trochę czasu) i bardzo dokładną instrukcją obsługi. Nerwowo też wydzwaniam do opiekunki co najmniej 2 razy dziennie:)
Wiem, że wszystkim tym, którzy kochają swoje zwierzaki, takich podstawowych rzeczy nie trzeba przypominać, ale może znajdzie się ktoś nieprzekonany, kto po przeczytaniu tego przydługiego tekstu, zmieni zdanie i nie zostawi swojego zwierzaka przed wyjazdem na urlop.
Ja też dotąd szukałam opiekunki, która by z kotami zamieszkała... Udało się dwa razy. W tym roku niezbyt dobrze to widzę, ale coś na pewno wymyślę. W ostateczności kogoś dochodzącego...
OdpowiedzUsuńNie wiem, co byłoby dla moich kocisk większym stresem - nasza nieobecność, czy może wyjazd...