Mamy z R. swoje ulubione kubki. Każdą kolejną kawę i herbatę pijemy właśnie z tych kubków. Jesteśmy do nich bardzo przywiązani i nikt inny oprócz nas nie może ich używać. Jeśli przychodzą do nas goście i robimy herbatę dla wszystkich, a ktoś jeszcze niezorientowany chwyci za któryś z naszy ulubionych kubków, może być pewien, że zaraz zostanie mu wyrwany z ręki :D
Mój ostatni ulubiony dostałam od R. na pocieszenie po stracie Tosi. Oczywiście cały był w kotki, śliczne kot-dziewczynki z różowymi i zielonymi wstążeczkami pod szyją. Był dla mnie trochę za mały, co chwila biegałam do kuchni po dolewkę, ale lubiłam go bardzo. No właśnie, lubiłam. Wczoraj moje futrzaste poczuły się chyba zazdrosne o kotki na kubku, wzięły i go stłukły. Nie wiem jak to się stało, przecież kubek stał na stole, a kotom na stół wchodzić nie wolno. Przynajmniej w teorii...
W ten sposób kubek objął prowadzenie na liście rzeczy, które psują się zdecydowanie za często, zawsze same (lub z małą pomocą kotów) oczywiście. Pierwsze ulubione kubki kupiliśmy z R. razem, jakieś 4 lata temu. Ja wybrałam jasnozielony, on ciemno szary. Mój kubek przeżył kilka miesięcy, jego kubek ma się dobrze do tej pory. Nie wiem jak R. to robi. Jeden kubek przez 4 lata?! Ja w tym czasie miałam już co najmniej 5 (przynajmniej tylu się doliczyłam, możliwe, że było ich więcej).
Drugą rzeczą, która psuje mi się zdecydowanie za często są słuchawki do mp3. Nie wiem jak to się dzieje, ale zawsze rozwalają mi się w tym samym miejscu. R. na mnie krzyczy, że niby źle kabel zwijam, coś tam skręcam, ale jak bym nie robiła, czy tak czy inaczej, one zawsze psują się zdecydowanie za szybko. Kolejny raz nie wiem jak R. to robi, ale On kupuje słuchawki z częstotliwością 3 razy mniejszą niż ja.
Na końcu listy znajdują się myszki komputerowe. R. ma jedną od 5 lat, ja w tym czasie miałam już ze trzy. No dobra, jedną zjadł mi kot, ale to nie zmienia faktu, że myszki w moim towarzystwie żyją zdecydowanie za krótko. Owszem używane są intensywnie, czasem nawet koty lubią sobie nimi porzucać, ale myszka R. też jest regularnie zrucana z biurka i nadal ma się dobrze. Jak On to robi? Mam nadzieję, że kiedyś zdradzi mi tą tajemnicę :D
Tymczasem daję się na poszukiwanie nowego kubka idealnego. Jeśli ktoś zna źródło dużych, ładnych kubków w kotki, to proszę o podpowiedź. Mój ulubiony nie może być przecież byle jaki :D
A ja nie mam żadnego kociego kubka ....
OdpowiedzUsuńNo jakoś tak...
U nas to samo z ulubionymi kubkami . Jak nam na którymś nie zależy to jest i jest ,a te ukochane zawsze kończą za wcześnie :(
OdpowiedzUsuńO - a u nas zero strat kubkowych. Za to zginęło śmierią tragiczną wielkie zabytkowe lustro i 2 kieliszki ;-)
OdpowiedzUsuńOstatnio były ładne kubki w koty w Biedronce.
Pozdrowionka i głaski :-)
A ja widziałam te w Biedronce i jeszcze cudne w Tesco :)
OdpowiedzUsuńAle to było akurat po Święcie Ceramiki w naszym mieście ,gdy już sobie kupiłam cudne kubki ;))
Empik, sklepy z prezentami w galeriach, supermarkety...
OdpowiedzUsuńDużo za dużo jak dla mnie, niecierpiącej chodzenia po sklepach więc w sieci i na allegro :).