środa, 18 stycznia 2012

Szafa kociary

Zasadniczo kobiety mają dwa problemy ze swoimi szafami. Pierwszy to oczywiście:

Nie mam się w co ubrać!

Klasyczny przypadek występujący chyba u każdej przedstawicielki płci żeńskiej na tym globie. Ile ubrań nowych i starych nie znajdowałoby się w szafie, przychodzi taka chwila, kiedy kobieta nie ma się w co ubrać. No nie ma i koniec! Ulubiona kiecka jest w praniu, najlepsze spodnie w użyciu były wczoraj...brzmi znajomo? :D Na powyższą bolączkę jest tylko jedno lekarstwo- zakupy!

Drugi bardzo powszechny problem, to:

Nie mam miejsca w szafie!

No właśnie. Nowych ciuchów wciąż przybywa, starych jakoś żal się jeszcze pozbywać. Szafa niestety nie jest z gumy, a miejsce w niej jest niestety ograniczone. Bardzo często zdarza mi się, że gdy wyciągam jedną parę spodni, trzy inne spadają mi na głowę. Też to znacie? Nie wiem jakie jest na to lekarstwo, żadne porządki i segregacje nie pomagają. Chyba tylko nowa szafa jest w stanie coś zdziałać, ale w nieskończoność też przecież nie można kupować nowych szaf.

Kociary natomiast, borykają się dodatkowo z problemem pod tytułem:

Mój kot znowu wlazł do szafy!

Tak. Kot wlazł i znalazł zapewne ubrania w najbardziej kontrastowym kolorze do koloru jego futra i ułożył się na nich do snu. Przecież z obsierściania takich rzeczy jest największa frajda. Zdarza się też tak, że kot nie znajduje w szafie miejsca dla siebie (patrz punkt wyżej) i robi je sobie sam. Wywala wszystkie jego zdaniem zbędne szmaty i ucina sobie drzemkę na pustej półce. Oba te przypadki Antek praktykował regularnie w mojej szafie. Od ponad roku mam jednak inna szafę, do której nie tak łatwo wejść. Szafa jest duża, ciężka i wypełniona po brzegi. Niestety nie jest z gumy, ale wydaję mi się, że ma gdzieś drugie dno. Albo drzwi do Narnii. Zdarza mi się dość często, że ginie mi jakaś część garderoby i bardzo długo nie mogę jej znaleźć. Kilka dni temu w desperacji przegrzebałam  całą szafę w poszukiwaniu czarnego stanika. Nie było go na żadnej półce, w żadnej wiszącej na drążku siatce, nie było też w pojemnikach na bieliznę. Zginął i koniec. Już myślałam, że go nie odzyskam. Postanowiłam jednak przekopać się przez wszystkie wieszaki, torebki, pudła, plecaki i zajrzeć na samo dno. To co odkryłam zaglądając za te wszystkie graty omal nie zwaliło mnie z nóg. Nie dość, że znalazłam wszystkie moje zguby, to jeszcze znalazłam dwa koty! A więc to tu chowały się przed światem, kiedy nie mogłam ich znaleźć! To łobuzy! To ja się martwię, że mi futra zaginęły, wyfrunęły przez okno, albo uciekły R. między nogami jak wychodził z mieszkania, albo porwali je kosmici, a one sobie smacznie śpią w mojej szafie! O wy....zaraz wam pokażę!Ale nie, w sumie to nie. Wybaczam! Wybaczam nawet to, że wszystko mam ozdobione kocimi kłakami! Przecież tylko dzięki Wam futerka wiem, że mam w szafie tyle miejsca, ile zajmują dwa tłuste koty! Hurrrra!

5 komentarzy:

  1. A ja ostatnimi czasy wszystko wyrzucam, wyrzucam,
    bo nie mam chwilowo szafy :-)))
    A koteczki potrafią się schować , oj potrafią :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Włącz anonimowych w komentarzach
    i wyłącz weryfikację obrazkową.:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. :)))))))))))))))))))))))
    ale się obśmiałąm
    no w zasadzie się nie dziwię, że się tka zasadziłaś, czarny stanik to podstawa garderoby :)
    Ale jak one tam dały radę wleźć???
    A, i na długo Ci tego miejsca nie starczy :)))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Hi Hi :) rzeczywiście to usprawiedliwia kocią obecność w szafie :D.

    OdpowiedzUsuń
  5. No nie będę oryginalna - skąd ja to znam ;-))))

    OdpowiedzUsuń